List Zuzi z Bielska Białej
List Zuzi, 18.letniej uczestniczki Programu Intensywnej Terapii Osób z Zaburzeniami Płynności Mówienia – sierpień 2013
Mam na imię Zuzia. Mam 18 lat. Mieszkam w Bielsku – Białej. Jestem osobą walczącą z jąkaniem, korzystającą z metod leczenia Doktora Chęćka.
Swoją terapię rozpoczęłam w październiku 2012 roku. Teraz jestem już po 10 miesięcznej terapii i intensywnym turnusie terapeutycznym w Wiśle.
Jak moje problemy z jąkaniem wyglądały przed terapią opisałam już w poprzednim liście, również zamieszczonym na tej stronie. Dlatego też tutaj, opiszę sam przebieg terapii i jej efekty. Zwłaszcza te po turnusie.
Ćwicząc od października mówiło mi się dobrze, ale tylko na spotkaniach terapeutycznych, podczas telefonów i czasami w domu. Nie miałam tyle odwagi, aby samej wyjść do ludzi z moją wolniejszą mową. Przy takim stanie rzeczy minął rok. Dodatkowo oprócz pracy nad mową przez ten okres, oswoiłam się z tematem jąkania. Mówiąc o tym komuś nie miałam łez w oczach. Powoli zaczynałam akceptować siebie, swoje niepłynności i sposoby zachowania. Jednak nadal nie mogłam pogodzić się z tym problemem całkowicie, gdyż ogromnie ograniczał mnie. Jąkanie to przypadłość, która w moim przypadku wkraczała we wszystkie aspekty mojego życia. Relację, przedstawianie samej siebie, czy pracę w szkole na lekcjach. Wszystko sprowadzało się do tego nieszczęsnego jąkania. Nie było momentu, bym mogła o nim zapomnieć i choć przez chwilę funkcjonować normalnie. Tak starając się i co chwilę odnosząc porażki dobrnęłam do końca roku szkolnego. Zbliżał się turnus, z którym, nie ukrywam, wiązałam wiele nadziei.
W wakacje starałam się całkowicie wyluzować, żeby bez stresu pojechać na turnus. Przyjechałam gotowa na wszystko, otwarta na wszelakie techniki. Postanowiłam, że spróbuję wszystkiego, aby wyjechać z Wisły dostatecznie zadowolona, gotowa na dalszą walkę. Tak też się stało. Trafiłam do pokoju z fantastyczną dziewczyną, z którą rozmawiałyśmy bez końca oraz ćwiczyłyśmy w pokoju, czytając z korkiem w ustach! Z dnia na dzień widziałam efekty, także zapału do pracy było coraz więcej. Terapia prowadzona jest tak, że żadne kolejne zadanie, nie jest dla nas nie do wykonania. Do wszystkiego jesteśmy przygotowywani poprzez techniki, lecz także mentalnie. Przykładem mogą być szalone zadania na mieście, za które nie wzięłabym się przyjeżdżając na turnus, jednak z każdym kolejnym dniem, wierzyłam terapeutom i Doktorowi, że to, co przygotowali dla nas jest jak najbardziej na miejscu i na pewno się nam przyda. Wykonałam wszystkie :)
Atmosfera w Wiśle była nieziemska. Poznawałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi pragnę utrzymywać kontakt jak najdłużej. Poza zajęciami, nie było chowania się po kątach, wszyscy wychodzili z pokojów i byli chętni do rozmowy.
Relacje jakie nawiązaliśmy były bardzo otwarte, szczere, można było porozmawiać o wszystkim. Temat jąkania, który dla nas wszystkich poza „Sosną” (Ośrodek Wypoczynkowy, w którym odbywał się Pogram) był tematem tabu, tam przewijał się nawet w żartach. Myślę, że mogliśmy na chwilę pozostawić gdzieś z boku problem niepłynności mimo, że nad nim pracowaliśmy i spojrzeć na człowieka bez krępacji i zażenowania własną osobą. Jest to uczucie, na które długo czekałam, dlatego jestem wdzięczna mojej mamie, że znalazła tę terapię.
Po powrocie, bałam się jak będzie wyglądał powrót do rzeczywistości, gdyż pamiętałam jaki miałam problem z przełamaniem się. Zdawałam sobie sprawę, że będąc w Wiśle, byliśmy pod kloszem akceptacji, zaufania. Zdecydowałam się jednak zaryzykować i tuż po powrocie pojechałam na krótki pobyt poza dom, gdzie od razu znalazłam się w grupie ludzi szybko mówiących. Jednak udało mi się utrzymać odpowiednie, bezpieczne dla mnie tempo i stosować techniki. Cieszyłam się bardzo, gdyż to potwierdziło, że opanowałam to co powinnam. Aktualnie jestem po 4 dniach w szkole. Na korytarzu najciężej jest utrzymać tempo mowy, jednak się staram. Wtedy też najbardziej widać różnicę w mowie mojej, a dla porównania innych rówieśników krzyczących jeden przez drugiego. Na lekcjach również mówi mi się dobrze. Cały czas do przodu. Jeszcze muszę zapanować nas stresem, ale bardzo pomagają mi w tym relaksacje, które dostaliśmy na płycie. O dziwo, to czego najbardziej się bałam, czyli reakcja ze strony otoczenia, jest czymś bardzo pozytywnym. Od wielu osób usłyszałam, że pięknie mówię, bo bardzo wyraźnie. Nawet niektórzy powiedzieli mi, że też muszą zwolnić, bo czasami sami siebie nie rozumieją. Są również komentarze pełne zdziwienia i złośliwości, dlaczego tak wolno mówię, wtedy odpowiadam, że teraz tak będę mówić, więc muszą się przyzwyczaić i jest mi z tym świetnie:).
Każda osoba, którą spotkałam na tym turnusie, coś wniosła w moje życie, coś nowego, pozytywnego. Dziękuję bardzo terapeutom, którzy bardzo profesjonalnie podchodzili do swojej pracy, dodawali otuchy swoim zaangażowaniem, wiedziałam, że bardzo chcą nam pomóc. Dziękuję wolontariuszom, którzy tryskali pozytywną energią, humorem i chęcią rozmowy, pokazując nam, że jesteśmy na właściwej drodze do osiągnięcia tego o czym marzymy. Dziękuję Doktorowi za jego wielkie serce do tego co robi oraz za nadzieję jaką dzięki niemu zyskałam. Dostałam ogromną ilość wskazówek i już wiem co dalej robić, aby uzyskać to na co czekam, a i tak już jest bardzo dobrze.
Pamiętam jak sama czytałam te listy i płakałam, bo znajdywałam w nich coś co ja też czuję. Jestem bardzo zadowolona z podjęcia się tej terapii. Pomogła mi w sposób nieoceniony!
Gdyby ktoś chciał porozmawiać, proszę się ze mną skontaktować, odezwę się :)
Zuzia z Bielska – Białej
e- mail : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

