List Karola
Nieważne jest jak mówisz, ale co masz do powiedzenia
(List Karola po turnusie sierpień 2012 - na stronę internetową)
Z tą sentencją pojechałem na turnus terapeutyczny dla osób z niepłynnością mowy, bądź jak kto woli jąkających się. Była to ostania szansa na wejście w dorosłe życie z poczuciem własnej wartości.
Mam na imię Karol, mam 25 lat. Pracuję jako technik farmaceutyczny w punkcie aptecznym niedaleko swojego miejsca zamieszkania, ponadto jestem studentem V roku studiów ekonomicznych.
Jestem osobą jąkającą się i zawsze nią będę, ale podjąłem walkę ze swoimi słabościami. Z problemem, który niejednokrotnie spędzał mi sen z powiek. Z problemem, za który większość z nas oddałaby wszystkie pieniądze, aby pozbyć się go raz na zawsze.
Początki
Moje jąkanie towarzyszyło mi odkąd pamiętam, jako dziecko byłem bardzo aktywny, wszędzie mnie było pełno. Być może przez moją nadpobudliwość w wieku 4 lat zostałem uderzony huśtawką, prosto między oczy, może po części to było powodem mojej słabości, choć nikt tego nigdy nie potwierdził... Moje pierwsze spotkanie z logopedą miało miejsce w zerówce, kiedy przedszkolanka dała do zrozumienia mojej mamie, że mam problem z mówieniem. Wizyta odbyła się na oddziale psychiatrycznym, gdzie „urzędowała” pani psycholog-logopeda. Początkowa diagnoza w obecności mojej mamy potwierdziła, że mam kłopot z płynnym mówieniem, po chwili podczas indywidualnej rozmowy z logopedą seria pytań „Czy rodzice Cię nie biją, Czy jestem kochany przez rodziców, Czy rodzice nie nadużywają alkoholu” i ten przeszywający wzrok starszej kobiety oczekujący na potwierdzenie któregokolwiek z pytań... Akurat rodzina jest dla osób jąkających się największym wsparciem, zawsze pomogą podczas gorszych okresów naszego mówienia, są wsparciem z trudnych chwilach i to oni są współodpowiedzialni za proces terapii przed i po turnusie. Lata szkoły podstawowej mijały mi bardzo szybko, byłem ambitnym dzieciakiem szukającym sobie zajęcia na każdą wolną chwilę podczas dnia. Nie odczuwałem wtedy lęku przed mówieniem choć powoli zdawałem sobie sprawę, że jest to kłopotliwa dla mnie sytuacja...
Dojrzewanie
3 lata spędzone w gimnazjum potwierdziły, że mam problem z mówieniem. Choć gdyby ktoś w tym czasie powiedział mi, że się jąkam to raczej nie skończyło by się to na utarczce słownej... i niestety sytuacje te miały miejsce. Gdzieś od 12 roku życia do teraz towarzyszyło mi jedno uczucie, „nie chcę być gorszy od swoich rówieśników”. Jąkanie nie przeszkodzi mi w osiągnięciu zamierzonych celów. I tak też było, zacząłem trenować piłkę nożną jak większość moich kolegów i trenuję ją do tej pory jako chyba jedyny chłopak ze swojej paczki. Byłem ministrantem, bo koledzy też byli i nie chciałem być gorszy, trwało to aż do matury. Działałem w samorządzie uczniowskim żeby pokazać każdemu, że nie jestem gorszy. I tu moja pierwsza duża porażka, przedstawienie się w szkolnym „radiu węzęł”. Musiałem powiedzieć kilka zdań o sobie i o tym co chcę polepszyć w szkole jako przewodniczący samorządu szkolnego... Podczas nagrania ze ściśniętym sercem, na jednym wydechu powiedziałem kilka zdań, niekoniecznie tych, które miałem w głowie ale tych, które nie sprawiły problemu w wypowiedzi. Morał z tego taki, że wyszedłem na tyrana, który będzie wszystkich kontrolował i na nic nie pozwoli... W czasie wakacji postanowiłem udać się na pierwszą poważną terapię do specjalisty, spotkania odbywały się co tydzień, przez całe wakacje. Przed pójściem do liceum byłem opanowany, mówiłem spokojniej i tu popełniłem pierwszy błąd, przestałem uczęszczać na terapię twierdząc, że moja mowa jest już na tyle dobra, iż mogę sobie poradzić ze wszystkim... Niestety, jąkanie wróciło jak bumerang ze zdwojoną siłą. Do dzisiaj pamiętam wszystkie lekcje języka polskiego, na których z przerażeniem czekałem na swoją kolej w omówieniu kolejnej części danej lektury, to była katorga... Choć lata liceum wspominam jako najlepszy okres z mojego życia, poznałem wielu ludzi, którzy są ze mną do dzisiaj. Akceptując mnie takiego jakim jestem. W liceum również nadszedł czas na poważne decyzje, dotyczące swojej przyszłości. Postanowiłem wybrać studia na kierunku fizjoterapia, bo tam nie trzeba do pracy używać mowy. Matura ustna już na pół roku przed terminem przyprawiała mnie o dreszcze, byłem pewien, że nie poradzę sobie, że będę się jąkał. O ile na języku obcym poszło mi rewelacyjnie, to na języku polskim czułem się dramatycznie, chyba do dzisiaj uważam, że zdałem go ze względu na litość nauczycieli oceniających moją wypowiedź.
Dorosłe życie
Kolejny rozdział w moim życiu, który przepełniony był lękiem, czasem panicznym strachem. Nowa szkoła, nowi ludzie, strach przed brakiem akceptacji. Po maturze, nie dostałem się na studia dziennie i postanowiłem pójść do Policealnej Szkoły Medycznej, tu po raz kolejny pojawiła się moja chora ambicja, zamiast wybrać kierunek o profilu masażysty, wybrałem farmaceutyczny. Rozmowa kwalifikacyjna, na której dano mi do zrozumienia, że do tego zawodu potrzeba płynnej mowy. Ze spuszczoną głową wróciłem do domu, myśląc, że będę musiał szukać czegoś innego. Na szczęście zostałem przyjęty i z powodzeniem skończyłem tę szkołę. Na wakacjach po szkole medycznej przed pierwszą pracą postanowiłem podjąć kolejną terapię, bo wiedziałem, że znajdę się w pracy, gdzie kontakt z drugą osobą będzie nieunikniony. Długo ćwiczyłem dialogi, które mogą odbyć się między farmaceutą a pacjentem. 2 lata spędzona w aptece były okresem wzmożonego codziennego stresu, ale z perspektywy czasu nie żałuję tego. Mimo tego, że czasami przychodziły porażki w postaci zacięć, dopracowałem tak swoją mowę w kontaktach z pacjentem, że mało kto wiedział o moim problemie, oczywiście oprócz współpracowników, którzy nigdy nie zwrócili mi uwagi, że niepłynnie mówię. Po 4 latach łączenia pracy zawodowej i nauki, aspirując coraz wyżej zdecydowałem, że w tej chwili jest mój ostatni moment na zrobienie czegoś ze swoją mową. Po konsultacji ze swoją była logopedką, stwierdziliśmy, że dr Chęciek jest profesjonalistą w tym co robi i udam się na terapię do Wisły. Pierwsza konsultacja odbyła się w kwietniu, dostałem zestaw codziennych ćwiczeń po, których efekty były rewelacyjne. Tu przestrzegam każdego, ćwiczenia są codziennym elementem naszej pracy. Ja na miesiąc przed turnusem miałem ciężki okres w życiu zawodowym i osobistym, zaniechałem ćwiczeń i efekty były jakie były... wróciło wszystko jak bumerang! Do Wisły pojechałem z nadziejamiJ
Wisła
Wyjazd do Wisły miał być ostatnią szansą na normalne życie. Pojechałem tam z wielką nadzieją na uporanie się z problemem, który miałem na karku od 20 lat. Pierwsze wystąpienie publiczne na forum, podczas przedstawiania się dało mi lekko w kość i choć wyszedłem z uśmiechem na twarzy to serce podskakiwało jak oszalałe. W moim przypadku musiałem przede wszystkim uporać się z głębokim stanem logofobii, panicznym lękiem przed mówieniem do osób, których nie znam. Początkowe ćwiczenia przygotowały mnie do poprawnego mówienia ale dopiero ćwiczenia w mieście sprawiły, że poczułem się wspaniale. Płynna mowa była jak balsam dla moich ust, nigdy wcześniej nie czułem się tak, że mógłbym góry przenosić swoimi słowami. Oczywiście, nie obyło się bez potknięć ale na straży byli wolontariusze, którzy pilnowali nas ale zaraz byli niesamowitym wsparciem czy to dzień czy to w nocy. Ukłony dla Was moi drodzy, Agatko, Agatko, Maćku i Bartku. Wszystkie ćwiczenia, które prowadzone były przez terapeutów nadawały kształtu mojej mowie. Wielki SZACUNEK dla wszystkich. Pani Elu, Pani Elu, Pani Doroto i Panie Tomku. Wszystkie ćwiczenia i wyjścia w teren były dla mnie dużym wyzwaniem, ale dzięki Waszemu uśmiechowi wszystko było łatwiejsze. Panie Janku, moje poczucie własnej wartości wzrosło dzięki Panu o 150%! I Panie Mieczysławie, ukłony za wszystko!
Jeśli ktokolwiek zdecyduje się na wyjazd terapeutyczny to Wisły to apeluję, motywujcie się wzajemnie, zarówno osoby dorosłe dzieciaków, jak i siebie nawzajem. To dodaje niesamowitej energii do dalszej pracy!
Powrót do rzeczywistości
Po przyjeździe do domu każdy z uczestników turnusu musi zmierzyć się ze swoją słabością, czyli lenistwem. Nie żałuję, że zdecydowałem się na wyjazd do Wisły w wieku 25 lat, właśnie teraz jestem świadom pracy jaką wykonałem tam i jak wiele pracy jest jeszcze przede mną... Codzienne poranne i popołudniowe ćwiczenia dodają mi wiary w to, że będę mówił poprawnie i za jakiś czas będę mógł się śmiać z tego, że w przeszłości miałem problem z mówieniem. Wszystkie małe sukcesy, które od przyjazdu z Wisły udało mi się uzyskać są motorem napędowym na kolejne dni, bo porażki też się zdarzają, ale nie zniechęcam się nimi tylko podnoszę głowę do góry i dalej walczę. Bardzo ważnym elementem w tej całej układance są telefony do terapeutów oraz uczestników terapii. Nie ma dnia, żebym nie zamienił kilkunastu zdań z osobami, które jak nikt rozumieją co czuję każdego dnia. I nawet za 5 lat będzie mi miło słysząc w telefonie płynny głos osoby, z którą uczestniczyłem w turnusie i która miała problem z mówieniem.
Jeszcze raz użyje słowa DZIĘKUJĘ. Wszystkim, którzy przyczynili się do tego, że mogę się cieszyć swoją mową, mową która od sierpnia sprawia mi niesamowitą przyjemność.
Gdyby ktoś z przyszłych uczestników chciał porozmawiać zostawiam swój nr telefonu, dzwońcie, piszcie.
Karol 600301798
Jasło, 12 września 2012 roku

