List Łukasza M.
List Łukasza (po turnusie terapeutycznym w Wiśle – sierpień 2012)
Nazywam się Łukasz, mam 18 lat, mieszkam w Żorach. Jestem świeżo upieczonym "turnusowiczem" i na chwilę obecną jestem w trakcie pracy nad udoskonaleniem, utrwaleniem i zautomatyzowaniem wyćwiczonej na turnusie płynnej, pozbawionej bloków mowy.
Moja niewyraźna mowa miała początki, gdy byłem w wieku około 7/8 lat. Jednak miała ona jedynie charakter szybkiego i niewyraźnego giełkotu. Tak więc pomijając fakt, że była ona nierzadko niezrozumiała, nie przysparzała mi ona żadnych lęków czy wstydu. Także ze strony znajomych nie doznawałem jakiejś niechęci czy wyśmiewania się. Jednak jakby nie patrzeć z racjonalnego punktu widzenia mowa taka była problemem i wymagała skorygowania. Tak więc zostałem skierowany do logopedy, by tam ją poprawić. Przyniosła ona jako tako pewien efekt, ale wciąż nie była taka jak powinna być. Na domiar złego, kontakt z logopedą po kilku latach zerwał się. Po pewnym czasie moja mowa znów pogorszyła się, lecz dalej nie wystąpiło ostre jąkanie.
Nowe środowisko jak wiadomo zawsze wiąże się z emocjami, sporym stresem. Z początkiem gimnazjum moja mowa stała się jeszcze szybsza i bardziej niewyraźna. Stało się to obiektem uwag moich nowych znajomych (początkowo rzadkich), co przysporzyło mi jeszcze więcej stresu. Minął może miesiąc, dwa i zaczęło się. Początkowo słabe jąkanie wzrastało z powodu wielu czynników jak: wzrastający stres związany ze szkołą, coraz częstsze docinki i przedrzeźnianie mojej wymowy. Jeszcze bardziej utrudnił sprawę fakt, że na zasadzie "znaleźć sobie kogoś słabszego psychicznie, kto się nie obroni" stałem się obiektem częstego wyśmiewania i dokuczania. Doszło to do tego stopnia, że bardzo często dochodziłem do bloków takiego stopnia, że nie byłem w stanie się wysłowić.
Gdy moje bloki natężyły się, a mowa była coraz szybsza i mniej bezładna, z rodzicami postanowiłem skorzystać kolejny raz z pomocy logopedy. Jednak ani ta próba w Żorach, ani późniejsza już w czasie nauki w technikum nie przyniosły skutku. Co prawda w dużej mierze był to skutek mojego lenistwa i braku systematyczności w zaleconych ćwiczeniach, ale też częściowo przyczynił się do tego fakt, że terapia prowadzona była tylko w sferze techniki wymowy.
Rozpoczęła sie moja nauka w technikum. Kompletne odcięcie od starego środowiska, z którym wiązała się duża nadzieja na pozbycie się moich problemów z wymową. Tu pomijając bardzo rzadkie pojedyncze przedrzeźniania (które myślę były nieuniknione) mojego jąkania, nie miałem żadnych problemów ze znajomymi z nowej klasy czy nowej szkoły. Mimo to, jakieś ślady w psychice dalej zostały, więc moje jąkanie nie zmniejszyło się ani trochę. Mało tego, nawet nieznacznie się zwiększało.
Jąkanie robiło się coraz bardziej uciążliwe. Podjąłem trzecią (wcześniej wspomnianą) już próbę uzyskania pomocy logopedy. Jednak jak już napomknąłem, nie przyniosła skutku. Z rodzicami postanowiliśmy szukać innych metod. Znaleźliśmy w gazecie ogłoszenie o specjaliście od hipnoterapii zajmującego się również leczeniem jąkania. Za koszt 800 złotych miałem 3 dni z rzędu być poddawany leczeniu przez oddziaływanie na podświadomość podczas hipnozy. Skutek był taki, że jąkanie zniknęło jedynie na 2 miesiące, po czym wróciło ze wzmożoną siłą. Kolejną próbą były cotygodniowe spotkania z psychologiem. Mimo odkrycia wielu emocjonalnych przyczyn jąkania, również to nie przyniosło skutku. Tak więc po ponad roku nasza współpraca skończyła się.
Tu na początek muszę wspomnieć, że nie należę do najniższych osób. Z początkiem nauki w technikum, gdy kończyłem 16 lat mój wzrost wynosił już 201 cm. Tak więc w październiku 2009 roku poddałem się 10-dniowym badaniom w Katowicach - Ligocie by stwierdzić czy mój wzrost jest przyczyną choroby, czy też jest to zwyczajnie genetyczne. Okazało się, że żadnych zaburzeń w organizmie nie ma. Jedynie podczas rezonansu magnetycznego głowy zauważano torbiele, które - jak stwierdził każdy z lekarzy - nie są żadnym zagrożeniem i nie wpływają w żadnym wypadku na funkcjonowanie mojego organizmu. Mimo to miałem po 2. latach poddać się kolejnemu badaniu rezonansem magnetycznym, by potwierdzić prawdziwość tego wniosku. By potwierdzić ową tezę, kilka miesięcy po drugim rezonansie miałem udać się na wizytę do neurochirurga. Podczas rozmowy zauważył on moje problemy z jąkaniem. Polecił mi turnus terapeutyczny dr. Chęćka, poprzedzony uprzednim badaniem diagnostycznym w Specjalistycznym Centrum Terapii Jąkania Wodzisławiu Śląskim.
Dnia 13 czerwca 2012 pojechałem wraz z rodzicami na wizytę diagnostyczno - terapeutyczną do Wodzisławia Śląskiego, którą prowadzili dr Mieczysław Chęciek i mgr Elżbieta Bijak. Już po tym spotkaniu, gdy zobaczyłem nagranie z początku spotkania, gdy moja mowa była jedną wielką porażką oraz nagranie z końca spotkania, gdy już starałem się stosować zaprezentowane wcześniej techniki płynnej mowy, byłem mile zaskoczony efektem - mową, co prawda dalej z lekkimi zacięciami, lecz już o wiele bardziej płynną i wyraźną. Zmotywowało mnie szczególnie do intensywnej terapii zobaczenie na pierwszej wizycie nagrań z ogromnymi efektami u byłych uczestników turnusów.
Rozpocząłem systematyczne ćwiczenia, dające coraz lepsze efekty. Po 2. tygodniach w mojej mowie było już zasadniczo mało zacięć, lecz dalej czasem zdarzyło się zapomnieć o terapeutycznej mowie. 30 czerwca wyjechałem na 2-tygodniowe rekolekcje do Brennej. Tam co prawda starałem się pamiętać o ćwiczeniach. Niestety napięty harmonogram i warunki nie zawsze pozwalały na całkowite przykładanie się do nich. Efekt był taki, iż znów wróciłem do mojej szybkiej mowy. Dało mi to solidnego kopniaka i postanowiłem wziąć się ostro do roboty, gdyż czasu do turnusu było coraz mniej. Solidnie wziąłem się za ćwiczenia, dodając kilka, które według „rozpiski” zaleceń dawno mi się już skończyły. Z jakiegoś powodu tym razem trudniej przychodziło wprowadzanie zwolnionej mowy w codzienne życie. Udało mi się przed rozpoczęciem turnusu zmniejszyć ilość bloków, lecz nie było to tak wyraźne jak przed rekolekcjami. W końcu nadszedł pierwszy dzień turnusu. W jakiś sposób nadejście tej chwili pozwoliło mi się skupić i już na parę godzin przed wyjazdem udało mi się prawie cały czas stosować terapeutyczne tempo. Również przez kilka pierwszych godzin pobytu na turnusie udawało mi się utrzymywać zwolnione tempo. Jednakże wcześniejsze lekkie zaniedbanie ćwiczeń w połączeniu z lekkimi obawami o przebieg turnusu nieco rozproszyły mnie i zdarzało mi się coraz częściej przyspieszać.
Z czasem jednak intensywne, ale bardzo często równie ciekawe zajęcia dawały coraz lepsze efekty. Ponadto bodajże trzeciego czy czwartego dnia, kiedy to oglądaliśmy nasze nagrania z początku spotkań diagnostycznych, możliwość porównania dała mi do zrozumienia, że mimo wszystko poczyniłem duże postępy, co dało mi dodatkową motywację do dalszej ciężkiej pracy. Tak więc przez kolejne dni różnorodne ćwiczenia w grupach, konsultacje indywidualne czy choćby nieformalne rozmowy, kiedy to wszyscy - terapeuci, wolontariusze oraz inni uczestnicy - pilnowali mojej (oraz wszystkich uczestników) mowy, coraz bardziej upłynniały i automatyzowały moją mowę. Oczywiście zdarzały się potknięcia, szczególnie podczas różnych wystąpień, ale w końcu uczymy się na błędach.
Poczyniłem też duże postępy jeśli chodzi o moją logofobię (dla wyjaśnienia, jest to lęk przed mówieniem). Gdy na spotkaniu diagnostycznym usłyszałem o tym, że będziemy wychodzić na miasto, zaczepiać ludzi i rozmawiać z nimi z użyciem terapeutycznej mowy, byłem przerażony. Jednak na turnusie okazało się, że - przynajmniej dla mnie - był to najprzyjemniejszy rodzaj zajęć. O ile na początku pojawił się lekki stres oraz lęk, już po przełamaniu pierwszych lodów rozpoczęło się - jak to określił humorystycznie mój kolega z terapii - polowanie. Rozmawianie z przypadkowymi ludźmi, które to rozmowy wcześniej wzbudzały we mnie ogromny lęk, nagle zaczęły być dla mnie czymś ciekawym, przyjemnym – zwłaszcza, że nierzadko trafiały się sympatyczne osoby, z którymi udało mi się nawiązać rozmowę dłuższą niż tylko dotyczącą schematu zajęć.
Teraz gdy turnus się skończył, terapia dopiero się rozpoczęła (bowiem okres przedturnusowej terapii był bardzo krótki). Nauczyłem się jak z wykorzystywaniem wszystkich technik i metod, zarówno od strony technicznej jak i psychicznej mogę redukować moje jąkanie do zera. Teraz to ode mnie oraz od systematyczności i wysiłku włożonego w dalsze ćwiczenia zależy, czy uda mi się utrzymać tak płynną wymowę. Muszę uważać, żeby - jak to określił wolontariusz Bartek pierwszego dnia turnusu - nie zachłysnąć się sukcesem - i nie pozwalać sobie na zbyt wczesne przyspieszanie mowy. Będę oczywiście uczestniczył jeszcze w ciągu najbliższych miesięcy w co najmniej kilku sesjach terapeutycznych grupowych w SCTJ celem podtrzymania uzyskanych efektów i osiągania pełnej automatyzacji płynnego, bezstresowego mówienia.
Chciałbym więc jeszcze raz, mimo że uczyniłem to już na zakończeniu turnusu podziękować wszystkim. doktorowi Chęćkowi za to że po tylu różnych próbach leczenia jąkania dał mi nadzieję. Dalej wszystkim terapeutom: pani Eli, drugiej pani Eli, pani Dorocie, panu Tomkowi, panu Jankowi - za trud i cierpliwość jaki włożyli w naszą terapię, za wszystkie techniki, których nas nauczyli, za wszystkie rady i udzielane wsparcie. Również naszym wspaniałym wolontariuszom, którzy potrafili nam poświęcić każdą sekundę swojego czasu: Agacie z Siemianowic, za wszystkie długie rozmowy, które pomogły mi utrwalić terapeutyczne tempo mowy; Agacie z Łodzi za to, że już od pierwszych godzin była jak hamulec dla mojego początkowego, przypominającego - jak to określiła - "karabin" tempa mowy; Maćkowi za multum rad, które mi udzielał i oczywiście Bartkowi za to, że był dla nas wzorcowym przykładem, jak nawet kilka lat po terapii można stosować w codziennym życiu terapeutyczną mowę. No i oczywiście wszystkim uczestnikom, którzy byli dla mnie wielkim wsparciem i bez których zapewne nie dałbym rady się z tego „wygrzebać”, zaś szczególnie Kamili, Monice i Marcinowi za to, że jak już wspomniałem na "przemowie" na zakończeniu turnusu, nie dawali mi żyć, gdy - początkowo bardzo często - przyspieszałem tempo mowy.
Serdecznie polecam wszystkim terapię pod okiem doktora Chęćka i jego ekipy. Zarówno ona sama w sobie, jak i setki osób, które dzięki niemu wyleczyły się z jąkania są niezbitym dowodem, że nigdy nie jest za późno, by coś zmienić w swoim życiu i się nie poddawać.
Łukasz (e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Możliwy jest kontakt telefoniczny po nawiązaniu kontaktu mailowego).
Żory, 29.08.2012

