List rodziców 6.5.letniego jąjakącego się Filipa
Jesteśmy rodzicami 6.5 letniego Filipka. Nasz synek to bardzo pogodne, uśmiechnięte dziecko, które bardzo szybko nawiązuje kontakt z nowo poznanymi osobami, a przy tym jest bardzo delikatnym i wrażliwym chłopcem.
Nasz problem tj. jąkanie Filipka pojawiło się dość nagle, choć teraz z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że początkowe objawy ukazały się po 4. roku życia tj. powtarzanie spójników w zdaniu, pojedyncze zacięcia, ale zauważalne tylko dla bliskich osób Filipka. Kiedy pytaliśmy zaniepokojeni tymi sygnałami wychowawców przedszkolnych, logopedę, pediatrę wszyscy uspokajali nas, że to normalne dla dzieci w tym wieku /tłumaczyli, że mózg wysyła bardzo dużo informacji i aparat mowy nie nadąża za głową/. Po prostu nasza czujność została trochę uśpiona. Teraz wiemy, że każdą niepłynność nawet niewielką lepiej skontrolować u specjalisty, ale u takiego, dla którego temat jąkania to nie tylko jeden rozdział w podręczniku.
Sytuacja znacznie zaostrzyła się, gdy Filip miał 5 lat i 8 m-cy, w ciągu kilku tygodni stał się dzieckiem jąkającym. Początkowo były to zająknięcia, kilkakrotne powtórzenia. Nasz dramat rozpoczął się, gdy Filipek poszedł do szkoły, pojawiała się blokada mowy, tak że nie potrafił powiedzieć słowa – wtedy bardzo płakał i się denerwował. Najgorszy w tym wszystkim był fakt, iż nasz synek zaczął się domyślać, że coś jest nie tak z jego mową, dzieci w szkole zaczęły pytać dlaczego tak mówi aaaaa.... Przerażała nas myśl, iż z dziecka otwartego, pogodnego nasz synek zamknie się w sobie, popadnie w strach przed mówieniem.
A później... następne tygodnie były różne, kiedy chwilowo minęły blokady pojawiały się dziwne grymasy twarzy, mówienie na siłę, nienaturalne łapanie oddechu. Przez kolejne 3 m-ce praktycznie nie było dnia bez jąkania. Weszliśmy nawet w okres kiedy każde słowo w zdaniu było kilkakrotnie powtarzane. Jego jąkanie było dla wszystkich bardzo zauważalne.
My rodzice nie mieliśmy styczności nigdy z osobami jąkającymi, nie wiedzieliśmy jak mamy reagować, co mówić Filipkowi, a co dopiero gdzie szukać pomocy?
Pierwsze kroki skierowaliśmy do pediatry – tam usłyszeliśmy tyko słowa ”... proszę obejrzeć film „Jak zostać królem”. Obejrzeliśmy i co dalej? Zaczęłam szukać informacji poprzez Internet... i znalazłam Panią mgr neurologopedę w pobliżu miejsca naszego zamieszkania, która przyjmowała w Centrum Rozwoju Dziecka i właściwie to ona pierwszy raz uświadomiła nas, z czym mamy do czynienia i jak reagować, a co ważne, nie reagować! Po kilku tygodniach obserwacji, ćwiczeń Pani Magdy z Filipkiem, współpracy również z psychologiem dziecięcym, Pani Magda postanowiła Filipka skierować do Pana dr n. hum. Mieczysława Chęćka.
Dziś wiemy, że spotkało nas dużo szczęścia, że trafiliśmy na Panią Magdę, która pokierowała nas do właściwej osoby jaką jest dr Chęciek.
Po pierwszym telefonie do Pana doktora zwolniliśmy nasze tempo mowy, wprowadziliśmy pierwsze jego wskazówki..., co zauważyliśmy - że to wszystko to, co mówił Pan doktor działa, zobaczyliśmy światełko w tunelu. Z niecierpliwością czekaliśmy na spotkanie w Wodzisławiu Śląskim oddalonym od nas ponad 350 km. Na pierwszym spotkaniu przyjęła nas Pani neurologopeda współpracująca z Panem doktorem, Pani mgr Elżbieta Bijak. Cudowna, ciepła osoba, a przy tym perfekcyjna w tym, czym się zajmuje. Ona postawiła pierwszą diagnozę, ustawiła dla Filipka zestaw ćwiczeń według metody Pana dr Chęćka, do pracy terapeutycznej w domu, przekazała wiele wskazań dla nas, rodziców, jak komunikować się z Filipkiem, jakie zasady mówienia powinniśmy stosować, aby syn miał odpowiedni wzór do naśladowania. Najważniejszymi wskazaniami to m.in. zapobieganie presji czasowej podczas komunikowania się z synem, używanie techniki przedłużonego mówienia w różnych sytuacjach codziennego życia, także w trakcie terapeutycznych zabaw.
Przez siedem kolejnych tygodni stosowaliśmy się sumiennie do zaleceń. Podziwialiśmy nasze dziecko za chęci do współpracy.... Potem spotkaliśmy się z Panem doktorem we Wrocławiu, który przyjął nas bardzo ciepło i serdecznie. Podczas spotkania okazało się, że Filipek dzięki pracy i zaleceniom Pana doktora i wcześniej Pani mgr Bijak, zrobił tak duże postępy, że praktycznie jego jąkania nie ma; na spotkaniu porównaliśmy nagranie z sesji diagnostycznej (z poprzedniej wizyty), okazało się, że Filipek mówi znacznie lepiej...
...dziś minęły kolejne dwa miesiące od tego czasu... my, rodzice i nasz synek zapominamy o jąkaniu. Oczywiście nadal stosujemy się do zaleceń Pana doktora, kontynuujemy dalszy ciąg terapii. W dniu dzisiejszym jednak możemy powiedzieć, że dzięki Panu doktorowi i jego współpracownicy, nasz syn przestał się jąkać. I dziś może rozmawiać i bawić się jak każde zdrowe dziecko.
Ten list chcielibyśmy skierować do rodziców dzieci jąkających, aby wiedzieli gdzie szukać właściwej pomocy. Nie czekajcie, aż problem się rozrośnie, udajcie się od razu do kompetentnych specjalistów. Nie sugerujcie się opiniami osób, które o temacie jąkania nie mają żadnej wiedzy. Tym bardziej uważajcie na tych pseudo-terapeutów, dla których jąkanie stało się środkiem do zarabiania pieniędzy.
Pan doktor to osoba, która podchodzi do tematu z pasją, a przede wszystkim z ogromną wiedzą i profesjonalizmem. Więc jeśli macie problem z jąkaniem lub ma go osoba Wam bliska życzymy, abyście zaczęli współpracę z Panem doktorem Mieczysławem Chęćkiem.
Na końcu bardzo serdecznie dziękujemy
dr n. hum. Mieczysławowi Chęćkowi,
mgr Elżbiecie Bijak,
mgr Magdalenie Leszczuk – Rugale.
Filipek i jego kochający rodzice.
Woj. Wielkopolskie, 12 maja 2012

