List Agaty

List Agaty, studentki IV roku studiów pedagogicznych – O historii mojej drogi do osiągnięcia płynnej mowy pozbawionej logofobii

(po uczestniczeniu w Programie Terapeutycznym, Wisła, sierpień 2011)

Zaczęłam się jąkać w wieku 5 lat, gdy przestraszyłam się pewnego wydarzenia. Niepłynność mówienia mocno odbiła się na moim życiu, zwłaszcza na relacjach z innymi ludźmi. Lęk przed wypowiadaniem się w gronie kilku osób, strach przed zagadaniem do kogoś czy załatwianiem spraw w różnych instytucjach, niepewność jak zostanę odebrana przez rozmówcę, unikanie wykonywania telefonów, obawa czy się nie zająknę na słowie, którego chciałabym użyć, ponadto brak pewności siebie, zaniżona samoocena, poczucie nieadekwatności i niezrozumienia, wstyd – wszystko to towarzyszyło mi przez większość dotychczasowego życia, skutecznie je utrudniając.

Lata szkolne i studia

Najwięcej przykrości z powodu wady wymowy doświadczyłam w szkole podstawowej. Miałam wyrozumiałych nauczycieli i dość fajną klasę, lubiłam się uczyć. Niestety jedna z moich koleżanek oprócz systematycznego wyśmiewania, przedrzeźniania i ogólnie mówiąc uprzykrzania mi życia, w mniej więcej czwartej klasie zjednała sobie większe grono przyjaciół obracając ich przeciwko mnie, na skutek czego przerwy zazwyczaj spędzałam samotnie, co chwilę spoglądając na zegarek w oczekiwaniu na dźwięk dzwonka. Analogiczna sytuacja miała miejsce podczas popołudniowych treningów, na które uczęszczały w większości koleżanki z klasy. Uprawianie sportu sprawiało mi ogromną radość, dlatego znosiłam po cichu wszystkie upokorzenia. Lata szkoły podstawowej były dla mnie katorgą. Nikomu nie mówiłam o tym w jaki sposób byłam traktowana przez rówieśników. Coraz bardziej zamykałam się w sobie, tracąc poczucie własnej wartości i nadzieję na zmianę mojego położenia. Nie sprawiałam problemów, nie skarżyłam się, więc nikt nie zwrócił uwagi na to, że wewnętrznie cierpię, że coś jest nie tak. Dopiero w gimnazjum trafiłam na wspaniałych ludzi, którzy nigdy nie sprawili mi przykrości z powodu jąkania. Było dla mnie ogromnym zaskoczeniem, że klasa akceptuje mnie taką jaka jestem. Ktoś potrafił spojrzeć na mnie nie przez pryzmat jąkania, ale przez to jaką jestem osobą. W liceum było OK. Nikt mnie nie wyśmiewał, choć kilka osób na dzień dobry „przykleiło” mi etykietkę, postanawiając trzymać się na dystans. Wiem o tym nie tylko z własnych odczuć, ale także dlatego, że po ostatnim egzaminie maturalnym jedna z koleżanek przyznała, iż część klasy wraz z nią na początku pochopnie mnie oceniła z powodu jąkania i dlatego nie mieliśmy większego kontaktu. W szkole średniej coraz rzadziej brałam aktywny udział w lekcjach, stopniowo wycofując się również z życia klasy. Na uczelni spotykałam się z życzliwością ludzi. Czasem rozmawiałam z niektórymi osobami na temat jąkania. Zwykle jeśli nie musiałam wypowiadać się na forum w czasie zajęć to tego nie robiłam, nie podejmowałam dodatkowych zadań związanych z koniecznością prezentacji przed grupą, unikałam załatwiania różnych spraw czy rozmów z wykładowcami. Wstyd przed zająknięciem na stałe zagościł w mojej głowie.

Inne aspekty życia

Dużym problemem były dla mnie rozmowy telefoniczne. Jeśli ktoś oprócz mnie był w domu, a zadzwonił telefon, nie biegłam pierwsza podnieść słuchawkę. Gdy miałam załatwić jakąś sprawę niewymagającą osobistego kontaktowania się z rozmówcą przez telefon, wyręczałam się innymi. Zdarzało się, że nie odbierałam telefonu sądząc, że rozmowa mi „nie pójdzie”, bo jestem np. zmęczona, a wtedy mówię gorzej. Komunikowanie się przez telefon sprawiało mi trudność i nie miało znaczenia czy rozmawiam z osobą mi znaną czy z kimś obcym. Pamiętam, jak przed terapią szukałam pracy i odebrałam telefon od pani zapraszającej mnie na rozmowę rekrutacyjną. Zacinałam się co chwilę, byłam cała spięta, pomimo cierpliwej i wyrozumiałej postawy mojej rozmówczyni. To kolejne doświadczenie utwierdziło mnie w przekonaniu, żeby coś ze sobą zrobić.

Jąkanie utrudniało mi kontakty z ludźmi, ograniczało spontaniczność, zmuszało do milczenia podczas gdy chciałam podzielić się własnym zdaniem z innymi. Jednego dnia potrafiłam z przyjaciółmi rozmawiać całkiem płynnie, a drugiego męczyłam się wypowiadając kolejne słowa. Najgorsza była dla mnie świadomość, że nie potrafię pokazać ludziom kim naprawdę jestem, mówiąc kolokwialnie nie potrafiłam „się sprzedać”. Obok mnie zostawali tylko „najwytrwalsi”, którzy nie zrażali się moim sposobem mówienia. Byłam osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Przemykałam gdzieś po cichu unikając dłuższych rozmów z ludźmi.

Z oczywistych przyczyn wolałam sklepy samoobsługowe. Sytuacja wymagająca rozmowy z ekspedientką stojącą za ladą, podczas gdy za plecami miałam kilkoro klientów zniecierpliwionych oczekiwaniem na swoją kolej, była strasznie stresująca.

Raczej nie zamieniałam słów. Tylko czasami zamiast trudnego „dobry wieczór” mówiłam „dzień dobry”, mimo iż pora wymagała użycia pierwszego wyrażenia. Często wychodząc z domu znajomych trzeba było powiedzieć głośno „do widzenia”, bo pozostali domownicy siedzieli w zamkniętym pokoju i mogli nie usłyszeć. Wtedy zwykle mi nie wychodziło.

Turnus

Decyzja o udziale w turnusie terapeutycznym nie była dla mnie łatwa z różnych powodów, jednak postanowiłam raz na zawsze skończyć z jąkaniem. Pomijając bagaż złych doświadczeń związanych z tym zaburzeniem główną motywacją były dla mnie studia i przyszła praca w charakterze pedagoga. Trudno (jeśli w ogóle) byłoby mi wykonywać ten zawód mając niepłynność mowy.

Przyjechałam do Wisły bez osoby towarzyszącej (jednak na pierwszej wizycie diagnostyczno-terapeutycznej trwającej ponad cztery godziny obecni byli członkowie rodziny), bijąc się z myślami czy aby na pewno ma to sens, czy uda mi się pokonać jąkanie, czy dam radę po turnusie stosować się do zaleceń... Postanowiłam jednak zaryzykować i zaufać terapeutom, skupiając się na ćwiczeniach. Nie bez znaczenia była atmosfera panująca w ośrodku. Terapeuci, wolontariusze i uczestnicy to wspaniałe osoby. Życzliwość, troska, ciepło, wsparcie, otwartość - były obecne na każdym kroku. Postępy kolegów i koleżanek radowały każdego z nas.

Jeśli chodzi o ćwiczenia, to najtrudniejsze dla mnie zadania związane były z wypowiadaniem się na forum. Do końca życia będę pamiętać pierwszy dzień kiedy wychodziliśmy na środek sali reklamując własne miasto z wykorzystaniem mikrofonu i kamery. Albo gdy stojąc na podwyższeniu opowiadaliśmy o naszych zainteresowaniach. W pierwszym przypadku drżały mi ręce, w drugim - dodatkowo miałam „miękkie” nogi, kosztowało mnie to naprawdę dużo. Dzisiaj wiem, że warto było zdobyć się na odwagę i pokonać siebie, swój lęk. Również wyjścia na miasto nie należały do najłatwiejszych i bezstresowych. Z początku „zaczepianie” przechodniów i zadawanie im pytań, prowadzenie dialogów nie było proste. Zgodnie z zasadą „trening czyni mistrza” trud znowu zaowocował. Wszystkie te ćwiczenia działały na zasadzie szczepionki, która uodparnia na przyszłość.

Powrót do codzienności

Po powrocie z Wisły terapia nadal trwa. Ćwiczę codziennie rano przed wyjściem z domu, wykonuję telefony terapeutyczne, rozmawiam na ulicy z przypadkowo spotkanymi ludźmi, dopytuję o produkty w sklepach etc. Aby bardziej skupić się na pozytywach założyłam „Dziennik sukcesów terapeutycznych”, w którym zapisuję sytuacje jakim sprostałam. Jest to dla mnie budujące i pomocne w pracy nad mową, pozwala dostrzec plusy, a także rzeczy nad którymi warto jeszcze popracować. Efekty terapii są naprawdę widoczne. Dzięki terapeutom, wolontariuszom i uczestnikom mogłam stawić czoła lękowi przed mówieniem. Już nie boję się odezwać. Nie unikam rozmów z ludźmi. Odbieram każdy telefon. Nawet kłócę się terapeutycznie :) Bez obaw załatwiam różne sprawy. Mówienie sprawia mi frajdę :) Właściwie w dwóch słowach mogłabym opisać co czuję po turnusie – siła i wolność.

Przy okazji jeszcze raz serdecznie dziękuję za zaangażowane, wsparcie i całą pracę Panu dr Chęćkowi oraz Paniom Eli S-K. (również za pomoc w podjęciu decyzji o przyjeździe do Wisły), Eli B., Dorocie, Justynie i Panu Tomkowi.

Wszystkim zastanawiającym się nad podjęciem terapii życzę odwagi. Warto pracować nad sobą. Warto podjąć trud zmierzenia się z własnymi lękami i ograniczeniami. Warto „naprawić” swoją mowę, a co za tym idzie – również swoje życie.

Katowice, 22.10.2011

Najnowsze informacje

logo nowe1

Zmodyfikowana Psychofizjologiczna Terapia Jąkania

ul. Kubsza 31, I piętro
44-300 Wodzisław Śląski
Polska

Skontaktuj się

Komórka: +48 605 855 058
Stacjonarny: +48 32 415 22 23
E-mail: mcheciek@op.pl

Rejestracja wyłącznie drogą telefoniczną lub mailową

Poniedziałek - Czwartek:
17:30 - 19:30