List Sławka
List Sławka z Małopolski (po turnusie terapeutycznym, Wisła, sierpień 2011)
Nauczyłem się z tym żyć
Historia mojego jąkania zaczęła się gdy miałem 5 lat. Trzy lata później jąkanie nasiliło się, wtedy też zacząłem je zauważać. Największą uwagę na moją niepłynność zwróciła mama. Pamiętam, że zabrała mnie do logopedy. Wizyty trwały około roku, były kosztowne jednak nie dawały pożądanych efektów. Będąc wtedy jeszcze dzieckiem, może nie do końca świadomie, stwierdziłem, że nie chcę kolejnych wizyt. Wolałem się jąkać niż ćwiczyć trzy godziny dziennie, co i tak nie przynosiło żadnego skutku. Kolejne próby przekonania mnie do leczenia kończyły się kłótniami.
W szkole, albo tego nie pamiętam, albo nie było źle, ponieważ nigdy nie przywiązywałem większej uwagi do mojego jąkania. W podstawówce pojawiały się czasem jakieś docinki, ale tylko w sytuacjach kiedy ktoś chciał mi naprawdę dogryźć - oczywiście nie byłem mu dłużny. W szkole średniej i na studiach ludzie nie zwracali na to uwagi. Zawsze byłem lubiany, akceptowany. Chyba ten okres sprawił, że „nauczyłem się z tym żyć”- jeśli tak to można nazwać.
Muszę tu jednak nadmienić, że jąkanie na pewno mnie ograniczało. W szkole nie zgłaszałem się do odpowiedzi nawet gdy ją znałem, bo po co się męczyć. Wybierałem sklepy samoobsługowe. Założyłem konto internetowe ponieważ nie wymaga kontaktu z ludźmi. Wolałem kiedy ktoś zamawia za mnie posiłek w restauracji. Zanim coś powiedziałem dobierałem słowa tak, aby nie sprawiły mi trudności. Mnóstwo jest (było) takich sytuacji. W wieku około 20 lat zauważyłem, że kiedy jestem „wkurzony” to się nie jąkam. Moją metodą na jąkanie stało się bycie podenerwowanym, złym 24 godziny na dobę. Pomagało mi to w pracy, potrafiłem bronić mojego zdania do końca, wszyscy liczyli się z moją opinią, nie podważali moich argumentów, moje słowo było dla nich ważne.
Więc „nauczyłem się z tym żyć” ale... gdzieś po głowie chodziła mi myśl żeby spróbować coś z tym zrobić. Minęło chyba pięć lat zanim się zdecydowałem. Jadąc na diagnozę do dra M. Chęćka nie wierzyłem do końca w skuteczność terapii. Ale powiedziałem sobie: jadę, spróbuję, jeśli się uda to fajnie, jeśli nie to będę spokojny, że próbowałem. Po diagnozie pojechałem na turnus do Wisły i mile się zaskoczyłem.
Teraz wiem, że jeśli będę się stosował do zasad i technik będę mógł płynnie mówić. W moim przypadku wystarczył ruch upłynniająco- rytmizujący i wolniejsza mowa. Mam nadzieję, że to co osiągnąłem uda mi się utrzymać w życiu codziennym.
Jeśli chodzi o terapeutów i wolontariuszy to wykonali kawał dobrej roboty. Spontaniczne uśmiechy osób, które w pierwszych dniach turnusu nie dopuszczały do siebie żadnych pozytywnych myśli to widok, którego nie da się zapomnieć. Analizując zajęcia, wyjścia do miasta itp. itd. stwierdzam, iż terapeuci doskonale wiedzieli kiedy żartować, kiedy podpowiadać, upominać a kiedy tylko patrzeć. Na osobę taką jak ja trudno wpłynąć, a im i tak się to udało. Reasumując - doskonałe podejście zarówno grupowe jak i indywidualne, zarówno do młodszych jak i starszych uczestników. Świetnie dobrany zespół, wspaniali ludzie znający się doskonale na swojej pracy. Jestem pełen podziwu dla zaangażowania jakie wkładali w pracę terapeutyczną. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś spotkam zarówno dra M. Chęćka, terapeutów, wolontariuszy jak i większość uczestników turnusu. Pragnę podziękować całej ekipie terapeutycznej, dla mnie jesteście wyjątkowi i jedyni w swoim rodzaju. Daliście nam wszystkim szansę, reszta należy do nas. Pragnę również podziękować uczestnikom turnusu... W moim przypadku mieliście równie wielki wkład w proces terapii.
P.S. Jeśli ktoś z was zdecyduje się na terapię to pamiętajcie, że wszyscy tam mają ten sam problem. Nie zamykajcie się w pokojach. Nie będziecie mieć śmiałości by zagadnąć terapeutów czy wolontariuszy rozmawiajcie z innymi uczestnikami. Zawsze znajdzie się choćby jedna osoba, która będzie nadawała na tych samych falach, która was zrozumie, która wam pomoże. Jeśli zauważycie, że ktoś nie ma na tyle siły, odwagi aby się odezwać, podejdźcie i zacznijcie rozmowę. Już następnego dnia uśmiech tej osoby sam wam powie, że było warto. I pamiętajcie, nie jedziecie na wakacje. Musicie mieć pełną świadomość celu turnusu a na pewno się uda.
W razie jakichkolwiek pytań proszę o kontakt.
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
tel. 789 417 138 (Nie zawsze mogę odebrać ponieważ pracuje. Gdybym nie odbierał proszę o sms, na pewno oddzwonię).
Pozdrawiam Sławek (28lat)

