List Adriana

„Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą” - list Adriana, ucznia z dysfluencją mowy, po intensywnej terapii (20 września 2011)

POCZĄTEK PROBLEMU

Wprawdzie nie potrafię określić, kiedy zaczęło się moje jąkanie, ale niestety ta uciążliwa niepłynność mowy towarzyszy mi odkąd pamiętam. Z domysłów moich rodziców dowiedziałem się, że przyczyną mógł być atak dużego psa, który nie był na smyczy. Miałem ok. 3-4 latka, na spacerze naskoczył na mnie duży pies, przewracając mnie swoją masą, byłem okropnie przerażony. Od tamtej pory w małym stopniu, ale zaczęły się moje problemy z mową.

NARASTANIE, POGODZENIE SIĘ Z PROBLEMEM, DALSZA EGZYSTENCJA

Na początku, zbytnio mi to nie przeszkadzało, nie miałem większych problemów z nawiązywaniem nowych znajomości, kupowaniem produktów w sklepach „z ladą”, nawet robiłem to z wielką ochotą. Jednak wraz z wiekiem problem się nasilał, myślę że ten okres każda osoba jąkająca się, wspomina najgorzej, pojawianie się schodów, jakby ktoś rzucał nam kłody pod nogi... Myślę, że nie tylko ja zadawałem sobie to pytanie „Dlaczego właśnie ja?”, „Dlaczego akurat mnie to spotkało?” Jednak po czasie godzimy się z tym jacy jesteśmy i brniemy dalej, nie wykorzystując pełni życia.

Po przejściu ze szkoły podstawowej do gimnazjum, jąkanie mną zawładnęło. Myślę, że najbardziej traumatycznym przeżyciem w nowej szkole jest etap zapoznania się z innymi i przedstawienie się przed klasą. Czekając na swoją kolej już byłem bardzo zdenerwowany, byłem pewny, że sobie nie poradzę. Trzęsące się kolana, spocone dłonie, aż w końcu grymasy na twarzy i zaciskające się struny głosowe. Po kilkunastu próbach przedstawienia się, chciałem zapaść się pod ziemię. W szkole pomimo moich problemów miałem mnóstwo kolegów i oczywiście koleżanek : ), gdyż na przerwach mówiło mi się całkiem swobodnie. Jednak nigdy nie byłem w pełni spełniony, nie angażowałem się w większość lekcji, nie czytałem na forum klasy, nie recytowałem wierszy, w większości przypadków z trudnościami odpowiadałem na pytania nauczycieli. Te wszystkie sytuacje dobijały mnie jeszcze bardziej. Każdy z nas doświadczył frustracji kiedy musiał prosić kogoś by ten zamówił mu posiłek, kupił bilet, czy załatwił jakąś sprawę.

ŚWIATEŁKO W TUNELU

Jadąc z Pomorza na wakacje do Słowacji, zajechaliśmy do Specjalistycznego Centrum Terapii Jąkania w Wodzisławiu Śląskim na moją pierwszą wizytę diagnostyczno-terapeutyczną trwającą ponad cztery godziny. Była to dla mnie bardzo stresująca sytuacja. Przeraziła mnie obecność kamery, nie miałem pojęcia, że fragmenty diagnozy będą nagrywane, kiedy usłyszałem dźwięk rozpoczęcia nagrywania zostałem sparaliżowany, nie mogłem wydusić ani słowa, łamałem sobie palce i język, było to straszne. Rodzice wraz z siostrą mogli dopiero zaobserwować jak ogromny jest mój problem, wcześniej nie zdawali sobie z tego sprawy tak do końca. Byłem pełen nadziei kiedy już po kilku minutach ćwiczeń, pokazaniu technik przez doktora, potrafiłem przeczytać płynnie kilka zdań. To było niewiarygodne! Dało mi napęd, a na twarzach mojej rodziny zagościł uśmiech. Pierwszą diagnozę miałem 2 tygodnie przed rozpoczęciem turnusu. Nie miałem dużo czasu na przyswajanie nowych technik, jednak starałem się pogodzić wypoczynek z pracą. Najbardziej skupiłem się na oddechu, co zaowocowało na turnusie.

ATMOSFERA NA TRUNUSIE

Atmosfera panująca na turnusie jest nieziemska. Myślę, że każdy uczestnik turnusu potwierdzi te słowa. Nie mam pojęcia czy to, przez co przechodzimy czyni z nas tak wrażliwych i niezwykle błyskotliwych ludzi, jednak myślę, że poniekąd tak. Szybko trafiłem pod skrzydła wolontariuszy, Agaty i Maćka, których poznałem przez balkon, kiedy grałem na gitarze. To im zawdzięczam początek mojego sukcesu, to oni wyciągali mnie z pokoju, do miasta czy gdziekolwiek. Nie pozwolili mi się alienować i ciągle mnie wspierali. Po prostu jest to nie do opisania. Oczywiście nie pomijając pracy całego grona terapeutów i innych wolontariuszy oraz dr. M.Chęćka, który czuwa nieustannie nad wszystkim.

SUKCES ( jednak nie zachłyśnijcie się swoim sukcesem! )

Turnus był dla mnie ogromną szansą, którą w pełni wykorzystałem. Opanowałem wszystkie techniki, które pozwoliły mi na płynne komunikowanie się w społeczeństwie, pokonałem stany logofobii i nabrałem pewności siebie, która gdzieś we mnie wygasła. Mogłem mówić to co chciałem powiedzieć, bez kombinowania by uniknąć bloków. Moja radość była nie do opisania. Jednak moja radość nie trwała długo. Po powrocie do domu, moje środowisko było zaskoczone tą zmianą. Pomimo wtajemniczenia moich kolegów, nie starali się mi pomóc w dalszym utrwalaniu mojego sukcesu. Na początku wszystko nadal było w porządku, nie miałem większych trudności z mową. Jednak po pewnym czasie (przy braku wykonywania z mojej strony zaleceń poturnusowych) znowu pojawiły się bloki, jednak na ćwiczenia było już za późno. Jąkanie zaczęło nawracać ze zdwojoną siłą. Podłamało mnie to, przecież wiedziałem, że potrafię, kiedy znów zaciskały mi się wargi czy struny głosowe.

Po pierwszym turnusie (2009) pojechałem na drugi turnus wakacyjny (2010), przyjechałem z pewnym bagażem doświadczeń i technik. Za zadanie przyjąłem sobie utrwalenie technik oraz zwalczenie stanów logofobii, które nasilały się wraz z nawrotem jąkania. Walcząc ze swoim jąkaniem wspierałem też innych uczestników terapii, czułem się jak ryba w wodzie, wyjeżdżając z Wisły moja niepłynność mowy wynosiła ok. 2,6 % i byłem bardzo zadowolony. Na zakończeniu, przestrzegałem innych o ćwiczeniu po turnusie, ponieważ sukces zależy od nas, ponieważ na turnusie uczymy się technik i jak je wykorzystać w codziennym życiu, po czym musimy kontynuować to po powrocie do domu. Urzekłem większość osób zgromadzonych na sali, nie obyło się bez łez.

Po tych mądrych słowach, czułem się silniejszy, wiedziałem, że wytrwam w tym do czego sam apelowałem. Jednak myliłem się, po kilku miesiącach intensywnych ćwiczeń, rozmów grupowych itd. wszystko ucichło. Myśląc, że to wystarczy grubo się myliłem. Jąkanie zaczęło stopniowo nawracać, po czym wróciło ponownie. Z mojej strony nie realizowałem w odpowiedni sposób zaleceń, m.in. nie wykonywałem tzw. „terapeutycznych telefonów” do terapeutów, nie korzystałem z możliwości grupowej terapii podtrzymującej uzyskane na turnusie efekty. Podłamałem się kompletnie, przez co jąkanie zawładnęło moim życiem jeszcze bardziej. Wtedy usłyszałem słowa mojego taty: „Synu albo pojechaliśmy tam 5 lat za wcześnie, albo 5 lat za późno”... było to przełomem w mojej terapii. Sam od podstaw zacząłem ćwiczyć, wykonywać stopniowo telefony terapeutyczne, po czym wyszedłem z inicjatywą wyjazdu na trzeci turnus. Nie miałem zapewnionego miejsca, musiałem co tydzień kontaktować się z doktorem, co motywowało mnie jeszcze bardziej do pracy. Postawiłem sobie cel, czułem, że dojrzałem już do tego by ostatecznie stawić czoło mojemu jąkaniu.

DOPÓKI WALCZYSZ JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ !

Aktualnie jestem uczniem 2 klasy liceum a także pogodnym, pełnym życia nastolatkiem. Zwalczyłem swoje jąkanie, jestem dumny ze swojego końcowego wyniku (niepłynność = 0 %). Jednak wiem, że zawsze pozostaniemy jąkałami. Od przyjazdu z turnusu, ćwiczę codziennie, wykonuję telefony. Z chęcią zamawiam posiłki przez telefon, czy też w restauracji. Kiedyś rozmowy telefoniczne były udręką, dziś nie wysyłam sms-ów, tylko dzwonię w każdej możliwej sprawie. W końcu żyję pełnią życia. Poniżej znajduje się kontakt do mnie. Postaram się odpowiedzieć na każdą wiadomość :)

Pozdrawiam Adrian wraz z Rodziną, woj. Pomorskie

Kontakt ; e-mail : Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ; Tel : 668595380

Najnowsze informacje

logo nowe1

Zmodyfikowana Psychofizjologiczna Terapia Jąkania

ul. Kubsza 31, I piętro
44-300 Wodzisław Śląski
Polska

Skontaktuj się

Komórka: +48 605 855 058
Stacjonarny: +48 32 415 22 23
E-mail: mcheciek@op.pl

Rejestracja wyłącznie drogą telefoniczną lub mailową

Poniedziałek - Czwartek:
17:30 - 19:30