List Radka z Londynu

List Radka z Londynu

...Moje życie zmieniło się po terapii...

Mam na imię Radek, mam 25 lat. Jestem po sierpniowej (2010) terapii w Wiśle. I chciałbym wam opowiedzieć w skrócie o tym, jaki miałem problem, jak z tym walczyłem. I nadal walczę. Myślę, że to jest początek końca mojego jąkania. I postaram się Wam o tym opowiedzieć. Myślę, że to wam trochę pomoże, aby to zwalczyć, pomimo różnych sytuacji, zakłopotania, zamartwiania się, żebyście się nie poddawali.

A więc zacząłem się jąkać około 6. roku życia. Nie pamiętam jak to się stało. Przyczyn może być dużo. Rodzice myśleli, że zaczynam dla żartów naśladować mojego starszego brata, który zaczął się jąkać kilka miesięcy przede mną...a to nie były żarty. Zacząłem stopniowo się jąkać coraz bardziej. Raz było lepiej raz gorzej. Rodzice wysłali mnie i mojego brata na 2. tygodniowy turnus dla osób jąkających się do Torunia. Nie przyniosło to żadnych rezultatów niestety, a raczej czułem się jeszcze gorzej. W okresie szkolnym było różnie. Oczywiście zdarzały się przedrzeźniania, śmianie się, największy stres przy odpowiedzi. Czułem, że staję się zamknięty w sobie. Nigdy się nie zgłaszałem do odpowiedzi, nie udzielałem się na lekcjach, unikałem mowy itp. Rok później byłem na kolejnym 2. tygodniowym turnusie w Toruniu. Oczywiście bez rezultatu...W szkole podstawowej nie było jakichś większych problemów...im starszy tym się więcej to odczuwało, co zaraz opowiem. Tak więc podstawówka jakoś przeszła bez większych problemów z racji tego, że nie myślało się o tym, że to jest poważny problem, że będzie to przeszkadzało, że utrudni mi to życie.

Liceum... I tutaj zaczęły się lekkie schody. Nowi ludzie, miejsce, otoczenie, którego nie znałem. Czułem się zagubiony. Nie znałem nikogo...Nie przejmowałem się swoim problemem z mową, ale dało się we znaki jak miało się rozmawiać z nowymi osobami, z nauczycielami. Pamiętam, że jak miałem się przedstawiać i powiedzieć, gdzie mieszkam i coś o sobie, to był dla mnie koszmar, kiedy przyszła na mnie kolej, cały się trząsłem i pociłem się z nerwów, że się zająknę, bo moje nazwisko zaczyna się na literę ”K”,...co pewnie większość z was zna ten problem, żeby cokolwiek powiedzieć na tę literkę... I tak się stało. Jąkałem się jak nigdy dotąd, wykręcanie twarzy, zaciśnięte zęby, dłonie, spięty brzuch itp. (znacie to?). Jakoś to przeżyłem. Poznałem w końcu znajomych, z którymi fajnie się rozmawiało, żartowało i zapomniałem o tym, że się jąkam, a im to nie przeszkadzało. I tak jakoś było. Trzymałem się z nimi czując się bezpiecznie. Nie poznawałem za dużo osób z racji tego, że byłem osobą skrytą, bo nie chciałem pokazywać innym, że mam problem z mową. Byłem skryty, zamknięty w sobie, otwieram się tylko wśród swoich znajomych. Odpowiedzi klasowe były koszmarem...Oczywiście jak nauczyciel brał mnie do odpowiedzi wolałem powiedzieć, że nie umiem, co nie było prawdą. Wolałem tylko uniknąć kompromitacji w swoim otoczeniu, nie chciałem się męczyć z mową, więc najlepszą ucieczką dla mnie było powiedzieć, że się “nie nauczyłem” i miałem spokój. Teraz wiem, że to nie prowadziło do niczego dobrego...ale niestety już tego nie odwrócę. Miałem czasami takie chwile, że mówiło mi się fajnie, nawet płynnie, a czasami tak było, że się nie dało słowa powiedzieć..., to był koszmar, ale sie udało, bo przeżyłem cztery lata w liceum, z trudem zdałem maturę ustna, ale zdałem, i to się dla mnie liczyło. I co dalej...?

Zaczęło się dorosłe życie. Poznałem dziewczynę, obecną żonę. Byliśmy ze sobą półtora roku, po czym postanowiliśmy wyjechać do Anglii do pracy...I tu zaczął się koszmar jakiego jeszcze nie doznałem. Wyjechałem znając podstawy angielskiego. Miałem jakąś tam pracę, ale nie był to szczyt moich możliwości, uczyłem się intensywnie angielskiego, zacząłem rozumieć, ale moje jąkanie tu się okazało czymś nie do przebicia. Nie mogłem wydusić z siebie ani słowa, poprosić o coś, odpowiedzieć na coś, to był koszmar, mówiłem niepełnymi wyrazami. Mówiłem półsłowami. I to było tak trudne, że szok. Ludzie mnie w ogóle nie rozumieli, nie chcieli ze mną rozmawiać. Z nikim się nie mogłem porozumieć, wyrazić swojej opinii, racji, mimo, że wiedziałem co chcę powiedzieć, coraz bardziej się poddawałem. Stawałem się coraz bardziej milczący, skryty w sobie, zamknięty. Nie wiedziałem, że mój problem z mową będzie aż tak widoczny - przecież po polsku nie było tak źle...Było coraz to gorzej, musiałem moją żonę prosić o załatwienie jakiejś sprawy, zapytanie się o coś, zadzwonienie...itp. Unikałem wszystkiego, nie rozmawiałem z nikim oprócz mojej żony, bo mnie znała i mój głęboki problem. Wiedziałem, że tak być nie może. Nie chciałem pracować tam, gdzie pracowałem, chciałem się porozumiewać z ludźmi, ale moje chęci były na nic. Próbowałem znaleźć inną pracę. Dzwoniąc za pracą, która mnie interesowała kilka razy ktoś odłożył słuchawkę, albo powiedział ”przestań do cholery tu dzwonić”!!! Czułem się zdruzgotany, zdesperowany, zagubiony. Czułem, że to już koniec, nie mam szans. Powiedziałem o tym mojej żonie. Płakałem jak niemowlak, iż nie mogłem się porozumieć z nikim (nawet przeliterować swojego nazwiska przez telefon), byłem zdesperowany, czułem się bezużyteczny. Nie mogłem nic załatwić, zostawiałem wszystko na głowie mojej żony, nawet najdrobniejszą rzecz, byle tylko bym nie musiał używać języka. Widziałem, że ona sie z tym męczy bo było za dużo na jej głowie, a ja nie mogłem nic zrobić. Musiała wszędzie ze mną chodzić, tak jak mama prowadzi dziecko za rączkę, tak ja chodziłem za moją żoną.

Pewnego dnia moja żona znalazła stronę internetową doktora Chęćka i mnie o tym opowiedziała co tam wyczytała za informacje, ale ja nie chciałem jej słuchać i mówiłem, że byłem już na dwóch terapiach wcześniej, że jeździłem po różnych logopedach i mi nic nie dało...ze łzami w oczach powiedziałem, że chcę wracać do domu, do Polski. Wydrukowała mi kilkanaście stron o doktorze Chęćku i podstawiła mi przed nos i powiedziała: ”czytaj”!!! Po długich dyskusjach przeczytałem i namówiła mnie na telefon do doktora. Zadzwoniłem nie mając nic do stracenia, bo przecież i tak mogło być chyba gorzej. Zadzwoniłem i powiedziałem o swoim problemie. Doktor mi wytłumaczył na czym to polega i dal mi nadzieję na to, że może akurat sobie z tym poradzę. Pamiętam, że była to pierwsza osoba, która mnie słuchała i mi nie przerywała jak mówiłem, ani nie dokończała za mnie zdania..., osoba z anielską cierpliwością - pomyślałem. Umówiłem się na wstępną diagnozę w maju. Po 7. godzinnej diagnozie i po wskazówkach i z materiałami do ćwiczeń wyszedłem pełen nadziei i zapału do ciężkiej pracy nad sobą, nad tym jak mówić terapeutycznie.

Po powrocie do Anglii po 3. dniach od diagnozy zacząłem czuć ulgę w mowie. Mówiłem wolniej, ale płynniej, bez bloków. Poszedłem do pracy, zacząłem rozmawiać normalnie, a wszyscy mi mówili ”przecież ty mówisz normalnie, ty już się nie jąkasz”. Czułem się jak w niebie, chodziłem z głową w chmurach. Byłem z siebie dumny. Zapisałem się także na sierpniowy turnus w Wiśle. Wiedziałem teraz, że nie mogę już tego odpuścić, że chcę z tego wyjść, bo mam już jąkania dość. Ćwiczyłem regularnie tak jak doktor mi nakazał (2 razy dziennie po 30 minut). Nie było wcale lekko. Miałem ciężką pracę, poranne wstawanie, późne wracania z pracy do domu, więc naciągałem swój plan dnia, żeby tylko znaleźć godzinkę w ciągu dnia na ćwiczenia. Udało się. Zacząłem nabierać wiary w siebie, udało mi się zacząć komunikować (rozmawiać z ludźmi), wystawiałem się czasami na próbę, wykonując rzecz, która mnie najbardziej przerażała: ”Telefon”. Pełny sukces. Bez najmniejszego problemu. Od razu pochwaliłem się tym sukcesem mojej żonie. Słyszałem jak się popłakała ze szczęścia, że mi się udało!!! Byłem pełny radości i wierzyłem, że mi się uda, gdy pojadę w sierpniu na turnus i zrobię wszystko, żeby przestać się jąkać, żeby ułatwić sobie życie. Więc pojechałem na turnus. Było super. Świetny zespół profesjonalnych neurologopedów, logopedów i psychoterapeutów na czele z dr. Chęćkiem. 2 tygodnie w Wiśle to było tylko dopracowanie mojej mowy, błędów i nabranie większej wiary w siebie i pewności, to było niesamowite. Wyjechałem stamtąd zadowolony, pełen ambicji, planów na przyszłość, pozytywnie nastawiony do życia. Po ponownym przyjeździe do Anglii czułem się pewny siebie, wiedziałem, że dam radę pokonać te problemy, które mi kiedyś sprawiały trudności. Teraz to jest “pestka”, stosując się do tych wszystkich zasad, które przywiozłem ze sobą po turnusie w Wiśle, nic mnie nie powstrzyma od stosowania ich w życiu codziennym. Teraz robię to na co mam ochotę - jestem “wolnym człowiekiem”. Moje życie zaczęło się układać po mojej myśli. Dostałem wymarzoną pracę, będę miał wkrótce dziecko, które będę mógł chronić, będę mógł dla niego dużo załatwiać spraw, a nie prosić o to moją żonę, która i tak ma wiele obowiązków na głowie. Teraz czuję ,że żyję, czuję niesamowitą ulgę. Nadal ćwiczę mimo, że mam bardzo mało czasu i jestem trzy miesiące po turnusie. Nie chcę odpuścić to, na co tak ciężko pracowałem. Wstaję o godzinie szóstej rano i poświęcam na ćwiczenia około 30 minut dziennie.

Tak wygląda moja historia. Myślę, że może trochę dałem wam do zrozumienia, że wszystko się uda, jeśli się chce. Jestem tego przykładem tak jak dużo innych osób, które sobie poradziły. Nie mówię, że się nie jąkam, ale potrafię sobie z tym poradzić kiedy wiem, że nadciąga przeszkoda w mowie i stosując te wszystkie techniki odbiorca nie wie, że kiedykolwiek miałem lub mam problem z mową. Tak więc na zakończenie radzę Wam nie odpuszczać ćwiczeń, stosując w mowie techniki płynnego mówienia. A przede wszystkim poświęcić trochę czasu na ćwiczenia i przekonać się do metod, które zaleca dr Chęciek. Jeśli chcecie sobie ułatwić życie, dajcie się przekonać.

Poniżej podaję swój nr gg i adres e-mail, jeśli by ktoś chciał podyskutować lub zasięgnąć informacji na ten temat – zapraszam!

gg:10046688

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Wielka Brytania, listopad 2010

Najnowsze informacje

logo nowe1

Zmodyfikowana Psychofizjologiczna Terapia Jąkania

ul. Kubsza 31, I piętro
44-300 Wodzisław Śląski
Polska

Skontaktuj się

Komórka: +48 605 855 058
Stacjonarny: +48 32 415 22 23
E-mail: mcheciek@op.pl

Rejestracja wyłącznie drogą telefoniczną lub mailową

Poniedziałek - Czwartek:
17:30 - 19:30