List Przemka jako wolontariusza
List Przemka, wolontariusza (byłej jąkającej się osoby) - uczestnika turnusu w sierpniu 2009 roku
15 sierpnia 2009 roku był to kolejny, normalny dzień lata. Niczym w zasadzie nie różnił się od pozostałych dni tego miesiąca. Ale w rzeczywistości dzień ten dla sporej grupy osób był momentem, w którym mieli rozpocząć pewien nowy etap w swoim życiu. Z tego powodu przyjechali na turnus do Wisły, aby podjąć decydującą walkę z jąkaniem, w której wspomagać ich mieli terapeuci z dr. Mieczysławem Chęćkiem na czele. A także my – trzej skromni wolontariusze: Maciej, Bartosz i ja.
Mając inną rolę, niż pierwszym razem, gdy byłem w Wiśle na turnusie jako osoba jąkająca się, mogłem ujrzeć proces terapii jąkania z całkiem innej strony. Wtedy skupiałem się głównie na sobie i swoim problemie. Tym razem miałem okazję spojrzeć z innej perspektywy na terapeutów, na ich zaangażowanie w terapię, satysfakcję i radość z wykonywanej pracy. Odniosłem wrażenie, że każdy z nich (pan dr Mieczysław Chęciek, pan Tomek, dwie panie Elżbiety, pani Justyna oraz pani Dorota) wkładał niesamowicie dużo energii i serca w to, żeby kolejny turnus był wyjątkowy i żeby uczestnicy terapii wynieśli z niego jak najwięcej. Dlatego też zawsze można było podejść do któregoś z terapeutów z dręczącym pytaniem, lub po to, aby po prostu porozmawiać ... .
... bo było o czym rozmawiać. Każdy z turnusowiczów przywiózł ze sobą do Wisły bagaż różnych wspomnień i przeżyć. Różnych, a jednak mających jeden, znaczący, wspólny element. Było nim jąkanie. Niemal wszystkie rozmowy zaczynały się bądź kończyły na tym temacie. Każdy miał coś ważnego do powiedzenia o swoim problemie. Dla niektórych jąkanie stanowiło pewną wadę wymowy, a dla innych było sporą przeszkodą stwarzającą niezliczone trudności w życiu i uniemożliwiającą normalne funkcjonowanie w społeczeństwie.
To wszystko sprawiło, że już pierwszego dnia można było zauważyć wzajemne zrozumienie i akceptację w grupie. Myślę, że taka sytuacja miała podstawowy i znaczący wpływ na dalszą terapię. Wyjątkowy górski klimat i atmosfera niedużego miasta jakim jest Wisła dodatkowo współtworzyły odpowiednie podłoże do tego, aby wyciszyć się, zapomnieć na pewien czas o swoim codziennym życiu zostawionym w domu i tym bardziej skupić się na terapii.
Ja ze swojej strony starałem się przekazać swoje doświadczenia zdobyte podczas mojego pierwszego turnusu oraz czasu, gdy wróciłem do domu. Próbowałem oddać jak najwierniejszy opis moich sukcesów, a także porażek. Myślę, że to również było ważne, aby ci wszyscy ludzie usłyszeli o tym, że droga do całkowitego zwalczenia jąkania nie jest łatwa i że nie można jej przejść szybko, bez trudu. Uczestnicy, którym powiedziano by tylko to, że wszystko pójdzie łatwo i bez problemu, po zderzeniu z rzeczywistością mogliby poczuć się oszukani. Dlatego też bardzo ważne było to, aby przekazać swoje wszystkie doświadczenia. Ostrzec przed błędami i zagwarantować, że zwycięstwo jest możliwe tylko wtedy, gdy naprawdę włoży się w całe to przedsięwzięcie sporo serca, wytrwałości i pracy. Natomiast z wszelkich potknięć należy wyciągać to co najlepsze, czyli wnioski. I starać się być coraz lepszym i cały czas udoskonalać siebie. My, wolontariusze, skupialiśmy się jednak przede wszystkim na pokazaniu naszych nowych możliwości, na dawaniu przykładu, że można bez problemu podejść do obcego człowieka i zacząć z nim normalnie rozmawiać, pamiętając cały czas o podstawowych zasadach i technikach „bezpiecznego” mówienia i o nastawieniu do rozmówcy, które ma wielkie znaczenie w odbiorze nas samych.
Muszę też wspomnieć o tym, że na ostatnim turnusie niesamowitym był fakt, że mogłem oglądać zmagania moich kolegów i koleżanek z jąkaniem. Każdy z nich w inny sposób przetrwał te niecałe dwa tygodnie, swoją drogą dążył do wyznaczonego wcześniej celu, inaczej radził sobie w momentach kryzysu i zwątpienia i inaczej cieszył się ze swoich sukcesów i codziennie wygrywanych w sobie walk. Obserwując proces terapii mogłem nauczyć się nowych rzeczy także dla siebie.
Tegoroczny turnus będę wspominał bardzo dobrze i przyjemnie. Słowa turnusowiczów mówiących, że w pewnym stopniu im pomogłem, będę zawsze trzymał głęboko w sercu. Dla mnie były one bardzo ważne i pomocne. Bardzo za te słowa dziękuję. Dziękuję również terapeutom i panu dr. Mieczysławowi Chęćkowi za zaufanie, współpracę i możliwość bycia kolejny raz w Wiśle, z którą zawsze będę miał same dobre skojarzenia. I dziękuję również Maćkowi i Agacie z Łodzi za słowa, które cały czas powtarzali i w ten sposób pomogli niejednej osobie: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Staram się o nich zawsze pamiętać.
Pozdrawiam
Przemek M.

